Jak uwolnić się od bzdur i zrobić coś fajnego

Ten tekst powstał w wyniku kilkumiesięcznej obserwacji własnego życia i pracy. Myślę, że wnioski i refleksje tutaj wyłożone mają zastosowanie nie tylko do życia prywatnego, ale też i pracy grafika — czy szerzej pojmując — twórcy.

Władca czasu

Internet, a w szczególności social media i agregatory newsów, stały się władcami naszego czasu. Chcemy być na bieżąco, cokolwiek to znaczy. Chcemy wiedzieć co się dzieje i jakie są trendy, choć sami nie wiemy po co nam ta wiedza. Strony z newsami branżowymi, takie jak Mashable, Tech Crunch, Fast, czy BuzzFeed zajmują się dostarczaniem nam mnóstwa shitowej treści. Treści, która jest miałka, tabloidowa i do niczego nie przydatna. 10 sposobów na dobry startup, 4 rzeczy które musisz wiedzieć jako lider, 7 sposobów na pokrojenie ogórka, 1124 sposoby na oszczędzanie czasu. Niektórzy „blogerzy“ wypluwają znaki tak szybko, że nawet nie chce im się sprawdzić tekstu w poszukiwaniu błędów czy literówek. Niektórym nie zdarza się nawet zastanowić nad tym co piszą. Często jeden bloger pisze, że coś trzeba robić, a inny pisze, że wręcz przeciwnie. Jakość i wiarygodność treści tworzonej przez prędkich blogerów leci na pysk. Wiesz, jak najszybciej zyskasz masę czasu? Wyłączając ten shit.

Content became irrelevant

Wszyscy — a zwłaszcza blogerzy (czyli już niedługo niemal wszyscy) — wiedzą, że trzeba tworzyć treść. Wartościową treść. Problem w tym, że treści jest obecnie tak dużo i powstaje tak lawinowo, że nikt nie jest w stanie tego ogarnąć. Co więcej — rzeczywiście wartościowa treść, która Cię czegoś uczy — znika w nawale statystycznej cienizny. Pojawia się więc frustracja i głos w głowie mówiący „Nie nadążam“, „Powinienem tak robić jak tu piszą, a nie robię“, „Powinienem taki być jak tu piszą, a nie jestem“, „Co ten idiota wypisuje“. Powiem Ci tak: fuck this shit. To, że nie przeczytasz tych stu postów z Readera lub Feedly niczego nie zmieni w Twoim życiu. Absolutnie nic. To, że nie zastosujesz się do „rad“ takiego czy innego anonimowego blogera serwisu newsowego niczego nie zmieni w Twoim życiu. A nie, czekaj — może jednak nie czytając tych bzdur będziesz miał/miała więcej czasu na własne, logiczne i krytyczne myślenie oraz TWORZENIE czegoś rzeczywiście fajnego.

Lajk, szer, tłit, plus

Social media straszliwie spłyciły życie. Albo coś lubisz albo ignorujesz. Nie ma przycisku „nie lubię“ ani „mam to w dupie“. Udostępniasz śmieszny filmik z jutuba. Puszczasz tweeta że jest fajnie. Whatever. Who cares. Człowieku, wyłącz ten telefon i komputer, idź na spacer. Przestań patrzeć na to, co inni wstawiają na Behance i zacznij szkicować — na papierze, ołówkiem. Korzystaj z własnej wyobraźni, nie czyjejś. Wiesz, tam za ścianą jest realny, zajebisty i niesamowity świat pełen kolorów, kształtów, zjawisk i inspiracji. Eksploruj go. Jesteś w obcym mieście? Wyłącz Google Maps i się zgub, penetruj te uliczki, obserwuj ludzi, żyj chwilą i się nie śpiesz.

Wszystko takie same

Internet miał służyć demokratyzacji i dopuszczeniu do głosu kalejdoskopu opinii i poglądów. Owszem — robi to — ale pamiętaj, że w życiu nic nie jest #FFFFFF albo #000000. Globalna sieć generuje globalne zachowania i trendy. Wszyscy uważają, że coś tam jest jakieś tam. Wszyscy akceptują te i te zachowania. Wszyscy kupują w tym a tym sklepie. Wszyscy lubią tę i tę markę obuwia. Wszyscy lubią taki a taki humor. Wszyscy designerzy robią flat design (czy robią tak, bo lubią/chcą, czy bo wszyscy tak robią?). Wszyscy designerzy używają Illustratora i Photoshopa. Wszyscy kupują typograficzne plakaty z idiotycznymi cytatami. Owszem, dzielenie się twórczością i oglądanie twórczości innych może być pozytywne i inspirujące. Ale jest też i ciemna strona — unifikacja i globalizacja. Ludzie robią to samo, tak samo. Designer staje się wyrobnikiem, który „produkuje“ według szablonu. Przez internet, social media i serwisy takie jak Behance czy Deviantart, tysiące artystów nie robi tego, co chciałoby robić, tylko robią to, co zbiera najwięcej lajków. Tysiące artystów nie tworzy swoich — unikalnych dla nich — dzieł. Tworzą to, co się podoba i jest powszechnie akceptowalne. Przy czym od dawna już wiemy, że to co ambitne, przełomowe i realnie wartościowe żadnych lajków nie zbiera. Ba, nawet pewnie nie istnieje w social media. Mogę tu zacytować Anthony’ego de Mello, który powiedział: „If everybody’s doing it, you can be pretty sure it’s wrong“.

How to get things done

Pewien przełom w mojej własnej historyjce nastąpił, kiedy zobaczyłem na Lyndzie, że mają kurs „How to get things done“. Zapaliła mi się czerwona lampka — czy ludzie naprawdę potrzebują kursu, żeby zabrać się do roboty? Ludzie od tysiącleci robili to co mieli zrobić i nie mieli takich problemów. Co zatem się stało? Dystrakcja się stała, rozwodnienie i rozcieńczenie woli do działania poprzez zaaferowanie się pseudo-artykułami na tysiącach blogów, postami na Facebooku, tweetami na Tweeterze i innymi małymi pierdółkami, które rozwalają skupienie człowieka. Zatem wyłącz social media, wyłącz internet i zabierz się do roboty. Niech realny, namacalny świat — nie internet — będzie Twoją inspiracją. Zdziałasz cuda.