9 najczęściej popełnianych błędów w Photoshopie

A zatem, zdobyłeś, zainstalowałeś i odpaliłeś (oczywiście wersja damska jest równoprawna) Photoshopa i chcesz zacząć w nim pracę. Stoisz przed bramą świata grafiki komputerowej i niezliczonych możliwości z błękitnym, kwadratowym logo. Ten entuzjazm i ciekawość, które czujesz są pożądane i jak najbardziej na miejscu. Nie zdobywa się Mount Everest czy dna rowu Mariańskiego bez wielkiego, głośnego pytania w twojej głowie — „jak to jest tam być/to zrobić/tamto poczuć?“. Ale wszystko na świecie ma swoje dwie strony — orła i reszkę, biel i czerń, yin i yang. Kiedy podejmujesz się czegoś nowego, zazwyczaj podchodzisz do tego z niewiedzą, nadzieją, niewinnością i pewną dozą naiwności. „Wszystko jest możliwe w Photoshopie“ — mówisz, gdy prawda jest inna. Piszę o tym w niniejszym artykule. Myślisz też, że wszystko, co zrobisz w Photoshopie będzie dobre i cool i generalnie rozwala system — ale tak nie jest. Wielu starych wyjadaczy powie ci „been there, done that, got the t-shirt“. Ja też miałem taki okres naiwności graficznej i popełniłem wszystkie dziesięć błędów początkującego photoshopowicza. Warto ich uniknąć i przeskoczyć ten etap — po prostu szkoda czasu na błędy, które większość nowicjuszy popełnia. Można też zaopatrzyć się w nasz kurs Photoshopa, gdzie mówimy między innymi o niniejszych problemach.

Nadmierna kompresja jpeg i powstające artefakty.

Nadmierna kompresja jpeg i powstające artefakty.


1. Kaszaniaste JPEG’i

JPEG, a tak naprawdę jego odmiana JFIF (ang. JPEG File Interchange Format) rządzi niepodzielnie w internecie oraz jako format zapisu cyfrowych zdjęć (okej, fotografowie coraz częściej używają rawów, ale patrząc globalnie — to mniejszość). Skąd taki sukces jotpega? Tworzy on bardzo małe pliki, które szybko się otwierają i ładują, ale (wracamy do yin i yang) nie ma nic za darmo. Pliki są małe, bo są skompresowane tzw. metodą stratną. Czyli podczas kompresji treści dochodzi do jej nieznacznej utraty. Im większy stopień kompresji — im mniejsza „jakość“ — tym więcej informacji znika. Jeśli jakość jest wystarczająco mała, zaczynają pojawiać się artefakty jpegowskie — przypominają one duże kwadraty jednego koloru lub kształtu, a obraz traci na ostrości. Dlaczego? Ponieważ im mniej szczegółów i złożoności obrazu, tym efektywniejsza kompresja. Do pewnego momentu JPEG kompresuje bez utraty widocznej jakości, ale by iść jeszcze dalej, musi zacząć upraszczać obraz. W skrajnych przypadkach mamy efekt jak na zdjęciu powyżej. Jak zatem zapisywać jpegi? Z własnego, wieloletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że przedział jakości obrazu jpeg w module Save for Web w granicach 6580 jest najlepszym kompromisem między jakością a wagą pliku. W oknie dialogowym zapisu poleceniem Save/Save As będzie to odpowiednik wartości 78. I na koniec, pamiętajcie, że każdorazowe zapisywanie jpega na nowo to powtórka kompresji, a więc kolejne pogorszenie jakości obrazu.

Wycinanie obiektów lassem bez dodatkowej edycji.

Wycinanie obiektów lassem bez dodatkowej edycji. Fotografia pochodzi ze strony Fotolia​.pl


2. Poszarpane selekcje

Tworzenie selekcji, maskowanie i wycinanie z tła to kwintesencja Photoshopa. Niestety nie jest to zadanie łatwe, instruktorzy pokazują działanie narzędzi na prostych przykładach, ale w codziennym życiu jest trudniej. Z jakiegoś jednak powodu, być może dlatego, że jest to najbardziej intuicyjne narzędzie do tworzenia niegeometrycznych selekcji — początkujący użytkownicy z uporem pikselowego maniaka korzystają z lassa. Tymczasem w większości wypadków i scenariuszy korzysta się z innych narzędzi do zaznaczania, czasami tak „odległych“ tematycznie jak zwykły pędzel. W efekcie używania jedynie lassa sadzimy toporne, ostrokrawędziste selekcje, które są wyrafinowane i szczegółowe jak pusta kartka papieru A4 w nocy. Żadnych detali, półprzezroczystości, dziur, wygładzania itp. Od czasów pierwszych Photoshopów powstało wiele bardziej wysublimowanych i efektywnych narzędzi do szparowania, choćby Quick Selection, czy potężny, acz nieśmiały Color Range, który kryje się przed nami w menu Select. Najnowszym dzieckiem tej grupy narzędzi jest Refine Edge/Mask. Na powyższym przykładzie widzimy po lewej wyciętą modelkę — użyłem jedynie lassa. Po prawej mamy tą samą selekcję lassczaną, ale potem poprawiłem ją właśnie narzędziem Refine Edge. Refine Edge przy lassie jest jak Lamborghini przy drewnianej hulajnodze z dzieciństwa, bez jednego kółka. Zatem wszyscy początkujący — lasso to nie jedynie narzędzie do zaznaczania, warto poszerzać wiedzę i możliwości.

Nadmierne wygładzanie skóry na portretach. Fotografia pochodzi ze strony Fotolia.pl

Nadmierne wygładzanie skóry na portretach. Fotografia pochodzi ze strony Fotolia​.pl


3. Plastikowe portrety

Tak, każdy chce być piękny i nieskazitelny. Tym bardziej kiedy widzi takie plastikowe i gładkie niczym niemowlęca pupa buzie zaludniające prasę kolorową i telewizję. I wszystko byłoby fajnie, bo przecież to miłe dla oka widzieć takie ideały i perfekcje, ale o ile pamiętam portret to fotografia przedstawiająca osobę taką jaka ona jest. A nikt nie ma porcelany zamiast skóry. Po co więc się to robi? Dla kasy. Firmy chcą takich twarzy, pięknych, idealnych, bo to podświadomie implikuje doskonałość marki i produktu, szczególnie jeśli ten produkt to kosmetyk, który w założeniu ma nas upiększyć. Więc widzimy wygładzane, czterdziestoletnie aktorki wyglądające jak nastolatki. Tylko po co? Nie wiem, dla mnie to kompletny nonsens. Dlatego będę postulował, aby retusz skóry ograniczał się do ewentualnych wyprysków, trądziku, przebarwień i zmarszczek. Koniec — żadnych plastików, ceramiki i polerki. Niech ludzie wyglądają jak ludzie. Jeśli zaś chodzi o radę dla początkujących Photoshopowiczów — jakiejkolwiek metody używasz do wygładzania skóry — zrób dwa razy łagodniej i zobacz, czy i tak nie wyszło za mocno.

Bałagan w panelach i brak zarządzania miejscem.

Bałagan w panelach i brak zarządzania miejscem.


4. Bałagan na ekranie

Ja rozumiem, że kreatywność, szał twórczy, mania, wyrywanie włosów. Jednakże widziałem chyba za dużo Photoshopów, które wyglądały jak ten powyżej, lub jeszcze gorzej. Taka przestrzeń robocza to przekleństwo, dokument widzimy jak przez kask gracza futbolu amerykańskiego, panele fruwają gdzie chcą i przysłaniają się nawzajem, a znalezienie czegoś w tym śmietniku jest uciążliwe. Okej, nie ważne to co napisałem przed chwilą, ale taka przestrzeń robocza po prostu nie jest ergonomiczna czasowo. Panele powinny być poukładane w jednym miejscu, w logicznych grupach i kolejności. Nie dla zabawy programiści Adobe stworzyli przyciąganie paneli, ich dokowanie, kolumny paneli, a także ich grupy. Wszystko to ma pomóc w sprawnej organizacji pracy. Słyszałem raz jeden argument przeciwko schludnej przestrzeni roboczej: „Nie chce mi się tracić czasu na ustawianie tego wszystkiego od początku“. Wzniosłem wtedy ręce ku niebu i zakrzyknąłem: „A od czego waść masz polecenie Window > Workspace > Reset?“.

Przykład ekstremalnego bandingu.

Przykład ekstremalnego bandingu.


5. Banding, czyli obróbka na tysiąc procent

Banding, czyli zubożenie tonalne obrazu do tego stopnia, że widoczne są pasy lub placki jednolitego tonu i koloru. Zamiast gładkiego gradientu mamy schodki. Banding powstaje w wyniku drastycznej obróbki i modyfikacji tonalno-barwnej obrazu. Zazwyczaj popełniany jest przez nowicjuszy, którzy bez opamiętania — niczym Syzyf pod górę — prą z dodawaniem kolejnych dopasowań i korekcji, maglują histogram w każdą stronę i doprowadzają do bandingu. Każdy pracujący w Photoshopie musi pamiętać, że każda zmiana na obrazie niesie ze sobą jakąś stratę jakości (informacji w pliku). To jak wrzucanie kamieni do wanny z wodą. Za każdym wrzuconym kamieniem trochę wody jest rozpryskiwane poza wannę. W końcu wody jest tak mało, że kamienie zaczynają wystawać nad powierzchnię. Takie photoshopowe zen. Zatem, jak temu zaradzić? Wywoływać zdjęcia w rawach i module Camera Raw, stosować warstwy korekcyjne i pracować na plikach szesnasto-bitowych.

Monstrualny błąd projektowania wszystkiego na warstwie tła.

Monstrualny błąd projektowania wszystkiego na warstwie tła.


6. Wszystko na jednej warstwie, a potem płacz

Łatwo się zapędzić i zapomnieć w pracy designera. Wchodzimy we „flow“, ciąg pracy i projektujemy. Niestety często zapominamy wtedy o rzeczach, które bezpośrednio nie są związane z procesem twórczym, jak na przykład robienie głupich, nudnych warstw. Po co to komu? Oczywiście nie jest to potrzebne w procesie twórczym, ale krytyczne i ratujące nasz tyłek, kiedy przychodzi czas na poprawki i dopasowywanie projektu do uwag klienta lub naszych własnych refleksji. Zawsze jest coś do przesunięcia, podkolorowania, powiększenia, pomniejszenia. Jak masz to zrobić, kiedy wszystkie obiekty są na jednej warstwie? Zaczyna się walka z czasem i wycinanie ręczne każdego obiektu na nową warstwę. Często jest to niemożliwe, bo jedne obiekty nakładają się na inne lub na skomplikowanie tło. Wtedy jest płacz i zgrzytanie zębów oraz mroczne myśli w głowie. Zatem pamiętajcie: tworzycie nowy obiekt? nowy element, który być może trzeba będzie dostosować? NOWA WARSTWA, CTRL-SHIFT-N!

Nadmierne używanie filtrów.

Nadmierne używanie filtrów.


7. Filtrowe szaleństwo

Też tak miałem, odpaliłem pierwszy raz Photoshopa, to było chyba w 1996 roku i zacząłem tworzyć. Okazało się, że natychmiastowe i największe efekty przyniosło menu Filter. Miałem jakieś zdjęcie, które przekształciłem filtrami tak, że przypominało powyginanego krasnala na prochach z obowiązkową flarą obiektywu w oku. Ale to była zabawa! Być może ten scenariusz jest ci niejako znajomy. Nie ma nic złego w niewinnej ciekawości i naiwnej kreatywności, ale trzeba wiedzieć, że efekty tych zabaw zazwyczaj nie nadają się do pokazywania komukolwiek. Naprawdę, dziś każdy może ściągnąć triala i w pięć minut zrobić „coś“ z każdego zdjęcia — to żadne osiągnięcie. Nie wiem czy zauważyliście, ale w obecnej wersji CS6 nie ma już w ogóle filtrów z grupy ArtisticSketch, jest tylko polecenie na samym dole listy o nazwie Browse Filters Online (przeglądaj filtry online). Widocznie twórcy aplikacji doszli do wniosku, że dziecinne filtry i efekty nie pasują do wizerunku profesjonalnej aplikacji do edycji grafiki. Można by rzec — indeed. Więc co możemy nazwać osiągnięciem w pracy z Photoshopem? Umiejętność przeniesienia na ekran tego, co wymyśliłeś w głowie. Jest to wtedy dowód panowania nad programem, poznania i umiejętności użycia jego narzędzi i funkcji wtedy, kiedy trzeba i w odpowiedniej kolejności. Zatem nie chaotyczna ekspresja, a kreatywna kontrola.

Nadmierne wyostrzanie.

Nadmierne wyostrzanie.


8. Wyostrzanie aż oczy bolą

Istnieje dogmat o perfekcyjnej fotografii i jednym z aspektów takiego zdjęcia jest superostrość. Ma być igła (do dziś nie rozumiem określenia „obiektyw igła“, dlaczego igła?), czyli właśnie idealna ostrość. Osobiście lubię intencjonalną nieostrość, taką która ma jakąś funkcję na zdjęciu. Ale zazwyczaj to ostrość jest hołubiona. W Photoshopie możemy sobie zaszaleć i wyostrzyć zdjęcie, jeśli nasz obiektyw nie daje rady, lub to my nie dajemy rady. Jak zawsze i wszędzie są ludzie, którzy przesadzają. Myślą, że ostrości nigdy nie za wiele, tymczasem jak w wielu aspektach życia i działalności wszelakiej należy raczej zachować umiar. Tym bardziej, że wyostrzanie w Photoshopie nie jest prawdziwym wyostrzaniem, jakie zachodzi w obiektywie. To sztuczka polegająca na zwiększaniu kontrastu na krawędziach, co z oddali daje złudzenie większej ostrości. I oczywiście jest to przydatna sztuczka, jeśli jest użyta prawidłowo. Z moich własnych doświadczeń wynika, że wartość amount powyżej 120 jest zbyt duża, tak samo ma się z wartością radius powyżej 2. Szczególnie należy uważać na radius — im większa wartość, tym ostrość jest „grubsza“, widać to na powyższej fotografii — powoduje to niemal efekt quasi-hdr’owski. Na fotografiach najlepsze rezultaty dawał radius o wartości 1 lub mniejszej. I na koniec, nie używajcie poleceń SharpenSharpen More, nie macie tutaj żadnej kontroli, korzystajcie ze Smart Sharpen lub wyostrzania filtrem górnoprzepustowym (High Pass).

Drukowanie na dziko, bez żadnych ustawień.

Drukowanie na dziko, bez żadnych ustawień.


9. Drukowanie na hurra

To prawdopodobnie jest czynność, z którą możesz się spotkać w Photoshopie najrzadziej. Wszystko zależy od tego, czy na przykład drukujesz swoje zdjęcia z Photoshopa w domu lub pracy. Jeśli to robisz, to być może masz „biurowe“ podejście do tego drukowania. W skrócie oznacza to wciśnięcie „Drukuj“ i czekanie na drukarkę, aż skończy. To oczywiście jest zrozumiałe kiedy drukujesz listę zakupów z Worda lub notatnika, ale nie w przypadku drukowania fotografii. Tam mamy czerń i generalnie nic nie można popsuć. Drukowanie fotografii na drukarkach atramentowych jest trudne. Na powyższej ilustracji widać grafikę i jej wydruk. Nie ustawiałem nic w oknie dialogowym drukowania. Po pierwsze, mamy złe przeskalowanie, grafikę przycięło od góry i od lewej. Ponadto mamy złe kolory, wydruk jest ciemniejszy i bardziej brudny, niż oryginał. To bardzo częsty problem powodujący globalnie zużywanie mnóstwa papieru na testy. Tymczasem drukując coś z Photoshopa, musimy ustawić pozycję i skalę zdjęcia na kartce papieru. Musimy także zapanować nad profilami kolorów, a mamy ich tutaj trzy — ten na zdjęciu, profil drukarki i profil papieru. Jeśli zdjęcie jest w profilu sRGB, drukarka w CMYK, a papier ustawiony na fotograficzny powlekany (choć do drukarki załadujemy matowy) — efekt będzie tragiczny. To jakby użyć kaszy, octu spirytusowego i śledzia w oczekiwaniu, że wyjdzie nam sushi. Zakładam, że fotografie drukujemy na drukarce fotograficznej, która przyjmuje pliki w RGB i działa na RGB (inny scenariusz po prostu nie ma sensu). Zatem jeśli zdjęcie jest w jakimś profilu RGB’owskim (sRGB, Adobe RGB, ProPhoto), musimy odpowiednio ustawić profil drukarki na jej własny (przy instalacji drukarki profile też są instalowane), oraz wybrać profil papieru, jeśli jest dostępny (to ma szczególne znaczenie w przypadku specjalistycznych papierów fotograficznych). W ustawieniach drukarki wybór papieru musi odpowiadać papierowi, który fizycznie wkładamy w drukarkę. I na koniec, drukarka w swoich ustawieniach powinna mieć sekcję zarządzania kolorami, ustawmy tam profil naszego zdjęcia. Przekonałem się, że w warunkach domowych takie postępowanie daje najlepsze rezultaty.

4 myśli nt. „9 najczęściej popełnianych błędów w Photoshopie

  1. Dqawrq2342

    Pracuj na .PSD, a później sobie z tego zapisz .JPEG jeśli potrzebujesz.

  2. Sebastian Kończak

    Jeśli zapisujesz w jpegu to tak, za każdym ctrl-s tracisz na jakości. Co do zawieszania — jest w CS6 funkcja Automatically save recovery information. Znajdziesz to w preferencjach, zakładka file handling. Po zawieszeniu PS lub komputera, po następnym uruchomieniu Photoshop powinien uruchomić ostatni stan pliku.

  3. sak kal

    pamiętajcie, że każdorazowe zapisywanie jpega na nowo to powtórka kompresji, a więc kolejne pogorszenie jakości obrazu.‚
    Czyli, jeśli kilkakrotnie naciskam Ctrl+S, aby zapisać moje dotychczasowe efekty pracy to za każdym razem tracę na jakości?
    A cóż poradzić kiedy dumna z własnej grafiki, chcę pędzić dalej w photoshopowy świat a tu nagle komputer się zawiesza, oznajmia błąd i mówi pa pa moim wypocinom? 

Możliwość komentowania jest wyłączona.