Edubzdura, czyli jak polska edukacja idzie na łatwiznę

Niedawno gimnazjaliści pisali swój (zrewidowany i znów krytykowany) egzamin, a prezes wielkiej spółki stwierdził, że polska edukacja delikatnie mówiąc nie przystaje do współczesnej rzeczywistości. Z przykrością muszę się z nim zgodzić. Z przykrością od dawna uważam, że polska szkoła to wielki zonk.

Czego szkoła óczy

Polska edukacja oparta jest na sprawdzaniu: testach, kartkówkach i odpytywaniu przy tablicy. Uczniowie i studenci zapamiętują (bo trudno tu mówić o nauce) informacje, a potem muszą się nią popisać w testach. Szkoła zatem sprawdza, czy wybiłeś na blachę informacje z podręcznika, a to nie ma kompletnie żadnego sensu. Ludzkość wymyśliła pismo żeby nie zapamiętywać wszystkiego w głowie, tylko „przelać” tę wiedzę na papier, aby była dostępna dla innych wtedy kiedy jej potrzebują. Czy właściciel nowego auta uczy się na pamięć podręcznika obsługi? Nie – jeśli będzie problem, zajrzy do podręcznika. Po to jest.

Dlaczego więc szkoła uczy w ten sposób? Bo nie umie inaczej. Szkoła powinna uczyć myślenia, analizowania i życia we współczesnym społeczeństwie. Powinna wychowywać dzieci na przyzwoitych i prawych obywateli. Jako twórca szkoleń wideo wiem, że jest lepsza i szybsza forma nauki niż czytanie książek. Człowiek nie jest ewolucyjnie przystosowany do nauki z piktogramów takich czy innych – jest za to przystosowany do podpatrywania i słuchania innych ludzi. Nauczyciel powinien być mistrzem, opiekunem i przyjacielem jednocześnie. Dziś jest nadzorcą. Ale po co zmieniać system, po co zawracać sobie głowę zmianami, lepiej postawić człowieka, który każe przeczytać rozdział trzeci, a potem zrobi klasówkę. Praca wykonana, wyniki są.

Paradoks polega na tym, że żyjemy w XXI wieku, a uczymy się jak w wieku XIX. Wiedza z książek nie powinna być wykuwana na pamięć (oczywiście są wyjątki). Pomijam to, że wiedza taka – nieużywana – szybko z pamięci znika. Ja na przykład nic nie pamiętam z języka francuskiego uczonego w moim liceum.

Dzisiaj każdy może wejść na Wikipedię, Google i znaleźć potrzebną wiedzę, albo w ostateczności pójść do biblioteki i coś przeczytać. Ktoś może powiedzieć, że podstawowa wiedza o świecie nie może być traktowana w ten sposób, każdy powinien mieć elementarne informacje o tym, jak świat działa – zgadzam się, ale nikt mi nie wmówi, że wiedza o przydawkach jest podstawową wiedzą o świecie. Wiedza o dopełniaczach, orzeczeniach i onomatopejach nie jest niemal nikomu potrzebna – chyba że nauczycielom języka polskiego.

Efekt testu

Zatem jaki jest efekt polskiej edukacji? „Produktem” są ludzie, którzy są specjalistami w wypełnianiu testów i uzyskiwaniu dobrych ocen. Rodzice nas przestrzegali: „musisz się dobrze uczyć, mieć dobre stopnie„. Każdy z nas miał w klasie kujona, który miał dobre stopnie tylko dlatego że umiał kuć. To jego kucie nie miało za to wiele wspólnego z kreatywnością, analizą i zrozumieniem treści, własnym myśleniem i pracą w zespole. A właśnie za takie atrybuty uczniowie powinni być nagradzani. Einstein nie był dobrym uczniem. Tomasz Edison, wielki wynalazca, został określony przez nauczyciela jako „tępego i że nie ma najmniejszego sensu, żeby nadal uczęszczał do szkoły„. Stefan Banach, jeden z największych polskich (i światowych) matematyków, nawet nie skończył studiów i nie był magistrem. Dopiero w uznaniu jego dokonań nadano mu stopnie doktora, a potem profesora. Dobre stopnie w szkole nie mają nic wspólnego z tym co robimy w życiu i czy osiągamy sukces. Co było zatem dla tej trójki wspólne? Ciekawość świata i nieschematyczne myślenie.

Polska szkoła sprzyja też ściąganiu – jeśli podstawą dobrej oceny jest tylko sucha informacja, bardzo łatwo ją umieścić na ściądze i bezmyślnie „zerżnąć”. Nie da się za to ściągnąć logicznego myślenia i analizy faktów. Nie da się ściągnąć czegoś, co trzeba wymyślić w danej chwili i czego nie ma w podręcznikach. Jestem zdania, że ściągi (de facto chałupniczo wytworzone mini-podręczniki) powinny być na sprawdzianach dozwolone, a oceniać powinno się umiejętność wyciągnięcia istotnych faktów lub wniosków właściwych dla postawionego zadania. Ściąganie jest proste, myślenie nie. Szkoła zatem uczy pójścia na łatwiznę.

Student – przyszły bezrobotny

Po szkole i liceum homo sapiens idzie na studia. Oczywiście nie wszyscy studenci kończą w pośredniaku i oczywiście nie wszystkie kierunki studiów prowadzą do zasiłku. A jednak –  dziwi mnie przyjmowanie na kolejne lata tysięcy studentów na kierunki stricte humanistyczne. Ile w tym kraju potrzeba historyków i speców od zarządzania? Ilu trzeba kierowników, urzędników i psychologów? Już dziś widać, że to właśnie ci ludzie zaludniają kolejki przed urzędami pracy lub podejmują pracę w żaden sposób nie związaną ze swoim wykształceniem. Czy to historyk zmienia nasz świat na lepsze? Czy to kierownik wymyśla nowe technologie, dzięki którym mamy większe możliwości samorealizacji? Nie, robi to inżynier. Dlaczego zatem polskie uczelnie nadal przyjmują więcej osób na studia humanistyczne niż na kierunki ścisłe? Bo idą na łatwiznę, jak szkoły.

Uczelnie dostają ministerialne pieniądze za studentów (zatem im więcej tym lepiej), a przy tym studia humanistyczne są najtańsze. Na studiach humanistycznych nie potrzeba warsztatów, laboratoriów, urządzeń, eksponatów dla studentów, innowacji i stałego dokształcania kadry naukowej. Wykształcenie inżynierów i specjalistów nauk ścisłych jest drogie i trudne – a właśnie takich ludzi dzisiaj potrzeba na rynku pracy. Oczywiście każda cywilizacja i państwo potrzebuje socjologów i historyków, ale akurat TERAZ w Polsce mamy ich aż nadto. Uczelnie tego nie widzą. Także studenci nie są tutaj bez winy. Z własnego okresu studiowania wiem, że część studentów traktuje uczelnię jako przerwa od dorosłego życia, jako ucieczka od ostatecznej odpowiedzialności za swoje życie. Po co idziesz na studia? „Bo inni idą”, „bo trzeba”, „bo nie mam co robić”, „bo nie chce mi się iść do pracy”, to tylko część typowych odpowiedzi. Dlatego wielu maturzystów, nauczonych przez szkołę chodzenia na łatwiznę, przy wyborze studiów robi to samo. Po co iść na ciężkie studia inżynierskie, jak można iść na humana i bawić się pięć lat. A po magisterce się zobaczy. Zapominają jednak, że papierek magistra dzisiaj nie znaczy już nic. Każdy studiuje. Studia stały się dziś obowiązkowym etapem życia, nie ważne czy potrzebnym czy nie. Nie twierdzę tu, że studia nie mają sensu w każdym przypadku. Oczywistym jest, że chirurg musi być po studiach i specjalizacji, prawnik musi znać prawo. Natomiast nie ma ukierunkowanych studiów dla projektantów graficznych, programistów aplikacji mobilnych, czy speców od social-marketingu. Czy to znaczy że nikt nie pracuje w tych zawodach? Wręcz przeciwnie i jakoś sobie radzą bez formalnego wykształcenia.

Być może nauczanie byłoby tańsze i szybsze, gdyby studia wyższe były prowadzone racjonalnie i sensownie. A w większości nie są. Studiowałem architekturę krajobrazu i poza słusznie prowadzonymi przedmiotami kierunkowymi mieliśmy „perełki”. Niech mi ktoś wyjaśni, bo nie pojmuję, po co architektowi egzamin i 12 godzin wykładów z kulturoznawstwa, podstaw filozofii, religioznawstwa, podstaw rolnictwa i ekonomii dużych przedsiębiorstw? Bo na każdej uczelni jest wydział humanistyczny, któremu trzeba dać jakąś pracę. Na informatyce uczyliśmy się pakietu Office, który architektowi jest przecież niezbędny. Gdybym to ja układał plan takich studiów, znalazły by się w nim takie przedmioty jak: obsługa programów graficznych i CAD, fotografia, zakładanie działalności gospodarczej i spółek, tworzenie umów o dzieło i zlecenie, uproszczona rachunkowość, negocjacje, sztuka prezentacji projektów, praca w zespole, kierowanie zespołem ludzi. Żadnego z tych zagadnień na studiach nie miałem, a nawet jak były (prezentacje) to później się dowiedziałem, że były prowadzone całkowicie źle. Co więcej, dużo przedmiotów częściowo się pokrywało co powodowało takie kwiatki, jak nie wiadomo która definicja krajobrazu i marnowanie czasu na wykładach. Uważam, że moje pięcioletnie studia wyższe, przy odpowiednim zaangażowaniu i zaplanowaniu, mogłyby trwać maksymalnie dwa lata. Szkoła, liceum i studia nie nauczyły mnie niczego z tego, co było mi potrzebne do założenia firmy i tworzenia kursów wideo – wszystkiego musiałem się dowiedzieć i nauczyć sam.

Co i Wam polecam. Polegajcie na sobie, własnych celach i własnej ciekawości.

Opublikowano Internet | Otagowano , , , , | Skomentuj

Stocki od depositphotos.com

wpis reklamowy

Obecnie praktycznie każdy z nas może stworzyć własną stronę internetową, ponieważ dzięki odpowiednim programom nie musimy nawet posiadać jakichś wielkich umiejętności związanych z programowaniem czy językiem HTML. Żeby napisać odrobinę interesującej treści nie musimy się też zbytnio mocno napracować, ponieważ każdy ma jakieś zainteresowania, na podstawie których można coś stworzyć, a przez to pozycjonować swoją główną stronę lub bloga.

Jednak żadna strona nie będzie wartościowa i przyciągająca bez odpowiedniej grafiki. Wiadomo: jedno zdjęcie znaczy więcej niż tysiąc słów, i coś w tym jest. W Internecie jest wiele miejsc, z których możemy legalnie pobierać grafiki na strony www czy blogi (Google Images nie jest do końca bezpiecznym źródłem, ponieważ musimy uważać na licencję każdej z ilustracji), ale miejscem jak najbardziej godnym uwagi jest Depositphotos.com. Jest to serwis oferujący zbiór różnego rodzaju grafik, obrazów stockowych, grafiki wektorowej i praktycznie wszystkiego co jest związane z grafiką. Bank zdjęć Depositphotos charakteryzuje się przede wszystkim bardzo rozbudowaną bazą fotografii, która całkiem niedawno przekroczyła 7 milionów plików graficznych.

W zależności od naszych potrzeb (ilość pobieranych grafik dziennie czy miesięcznie) mamy możliwość wybrać sobie odpowiedni abonament. Jeśli cały czas zajmujemy się projektowaniem grafiki, elementy z Depositphotos mogą okazać się dla nas bardzo przydatne. Jeśli jednak potrzebujemy zdjęcia raz na jakiś czas możemy wybrać bezpłatne zdjęcia stockowe, które są równie dobrej jakości.

Depositphotos zapewnia również ciekawe rozwiązanie dla fotografów, twórców grafiki , czy projektantów. Wszelkie rzeczy, które tworzymy (związane z grafiką) mamy możliwość sprzedawać na Depositphotos. Oczywiście każde zdjęcie jest sprawdzane pod względem jakości i unikalności i udostępniane na licencji royalty-free. Warto jest szanować pracę innych ludzi i pobierać takie elementy jak grafika wektorowa jedynie z legalnych źródeł, co tak czy inaczej umożliwi nam ulepszenie naszej strony, a twórcom grafiki pozwoli na dalszy rozwój.

Opublikowano Internet | Otagowano , , , | Skomentuj

Adobe Illustrator CS6 – nowe funkcje i narzędzia

Jesteśmy kilka godzin po światowej premierze Adobe Creative Suite 6 i przyszedł czas na przyjrzenie się nowym funkcjom, narzędziom i zmianom jakie nas czekają w popularnych aplikacjach z numerkiem CS6. W tym artykule zobaczymy co nowego oferuje najlepszy na świecie program do grafiki wektorowej – Illustrator. Jak działa i wygląda ten program miałem okazję zobaczyć podczas warsztatów Reviewers Workshop w Monachium przed niespełna miesiącem. Teraz opiszę wam co tam widziałem.

Pudełko do Adobe Illustrator CS6

Pudełko do Adobe Illustrator CS6

Pierwsze, co rzuca się w oczy w nowym Illustratorze, to ciemny interfejs – podobny do tego z Photoshopa CS6. Widać, że Adobe chce być konsekwentne i oferuje w (niemal) każdym swoim programie podobny wygląd i zachowanie okien oraz innych elementów interfejsu. Kolor interfejsu może być dowolnie dostosowywany, ale uważam, że obecna wersja jest lepsza niż jaśniejsza. Pozwala to skupić się na ilustracji zamiast na ikonkach i przyciskach.

Wygląd interfejsu Illustratora CS6, źródło (c) Adobe

Wygląd interfejsu Illustratora CS6, źródło (c) Adobe

Moim ulubionym nowym narzędziem jest panel Pattern Options, czyli lepsze tworzenie wzorków. Do wersji CS5 włącznie tworzenie wzorka polegało na stworzeniu obiektu, zamianie tego obiektu na wzorek i zaaplikowaniu wzorka jako wypełnienie obiektu docelowego. To, jak wzorzec rozkładał się na fakturze wzorka mogliśmy się tylko domyślać, a cały proces przypominał metodę prób i błędów w poszukiwaniu idealnych szwów i dopasowania. W CS6 mamy cały nowy panel przystosowany do tworzenia wzorków. Przy tworzeniu wzorca widzimy od razu całą fakturę, więc możemy dopasować wygląd i położenie wzorka niemal na żywo. Co więcej – panel opcji wzorka daje nam możliwość overlapingu, czyli „wystawania” wzorka poza jego bounding box. Wcześniej było to niemożliwe. Panel zawiera mnóstwo innych opcji – jak typ komórki czy ilość kopii, dzięki czemu tworzenie wzorków stało się przyjemnością, a nie udręką :)

Tworzenie wzorków w Illustratorze CS6, źródło (c) Adobe

Tworzenie wzorków w Illustratorze CS6, źródło (c) Adobe

W Illustratorze CS6 zrezygnowano z narzędzia LiveTrace, zastępując go czymś o nazwie Image Trace. Niby to samo, ale jednak coś innego. Image Trace ma prostszy interfejs, który został zredukowany do panelu więc nie zajmuje dużo miejsca, działa szybciej i produkuje lepsze rezultaty (np nie musimy już ograniczać się do 256 kolorów), a także produkuje prostsze obiekty. Punktów zakotwiczenia jest o wiele mniej niż przy analogicznym trasowaniu w LiveTrace.

Wielkim skokiem dla nowej wersji Illustratora jest zmiana architektury. Tego nie widać w programie, ale da się odczuć podczas pracy przy złożonych ilustracjach. Do tej pory Illustrator był programem 32-bitowym, czyli niezależnie od ilości zainstalowanego RAMu, program ten mógł wykorzystać maksymalnie 3GB z kawałkiem. Teraz Illustrator ma architekturę 64-bitową i może wykorzystać cały RAM z komputera, nie ważne czy to będzie 8, 16 czy 24 GB. Co nam to daje? Szybszą i płynniejszą pracę niezależnie od złożoności ilustracji, szczególnie przy dodawaniu efektów jak choćby rozmycia.

Fajną z mojego punktu widzenia funkcją jest dodanie nowego panelu kolorystycznego, w którym mamy dużą, wygodną i przydatną paletę kolorów, podobną do Color Pickera w Photoshopie. Mamy też ułatwioną pracę w kolorach szesnastkowych, np do celów kodowania w CSS. Do tej pory musieliśmy się gnieździć w ciasnych panelach próbek i sliderów.

Wielką nowością i czymś, na co większość z nas liczyła, jest możliwość dodawania gradientów do obrysów. Do tej pory można było dodać gradient jedynie do wypełnienia. Teraz możemy to robić na obrysach. Gradient może się rozkładać liniowo, śledzić kierunek obiektu, lub być tworzony od zewnątrz do wewnątrz obiektu.

I na koniec: są podglądy fontów w liście czcionek. W końcu, po wielu latach objawiły się ;)

Wymagania sprzętowe nowego Illustratora CS6

Mac: procesor wielordzeniowy, MacOS X, 2GB RAM (8 GB zalecane).

Windows: procesor wielordzeniowy, Windows XP lub 7, 2GB RAM (8 GB zalecane).

Opublikowano DTP, Grafika, design, ilustracja | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Adobe After Effects CS6 – nowe funkcje i narzędzia

Jesteśmy kilka godzin po światowej premierze Adobe Creative Suite 6 i przyszedł czas na przyjrzenie się nowym funkcjom, narzędziom i zmianom jakie nas czekają w popularnych aplikacjach z numerkiem CS6. W tym artykule zobaczymy co nowego oferuje jeden z wiodących programów do tworzenia montaży wideo, animacji i efektów wideo – After Effects. Jak działa i wygląda ten program miałem okazję zobaczyć podczas warsztatów Reviewers Workshop w Monachium przed niespełna miesiącem. Teraz opiszę wam co tam widziałem.

Pudełko do After Effects CS6

Pudełko do After Effects CS6

After Effects CS6 jest szybszy, wydajniejszy i sprawniejszy w pracy niż jego poprzednik. Częstym problemem animatorów było powolne renderowanie i podgląd tego, co właśnie zrobili. Wszyscy znamy RAM Preview i to oczekiwanie na wyrenderowanie wszystkich klatek – nie było to intuicyjne i płynne tworzenie efektów wideo i animacji. After Effects CS6 zmienia to wszystko dzięki grupie technologii o nazwie Global Performance Cache. Jest to całkowicie nowy system cache’owania klatek, który pozwala na natychmiastowe renderowanie w tle, kiedy coś zmienimy w naszej kompozycji (do tej pory trzeba było wyrenderować wszystko od nowa). Co więcej – możemy pracować nad naszą kompozycją i jednocześnie renderować klatki do pamięci podręcznej. Czemu to działa tak szybko? After Effects wykorzystuje istniejące, wyrenderowane klatki i porównuje je z obecną klatką – jeśli nie ma zmian, wykorzystuje gotową klatkę z cache, jeśli zmiany są – renderuje ją i umieszcza w cache. Kolejnym elementem jest Persistent Disk Cache. Do tej pory, po zamknięciu programu i powrocie do projektu na następny dzień, wszystkie wyrenderowane klatki znikały i trzeba było to robić od nowa. W CS6 już nie – wraz z projektem zapisywane są wszystkie rendery i cały cache użyty wcześniej! Ostatnim elementem jest wsparcie dla technologii OpenGL w renderowaniu i wyświetlaniu graficznych elementów projektu After Effects’a – jeśli masz kartę graficzną NVIDIA z obsługą OpenGL, program będzie działał nawet dwukrotnie szybciej przy wyświetlaniu grafiki.

Śledzenie ruchu w AE CS6, źródło (c) Adobe

Śledzenie ruchu w AE CS6, źródło (c) Adobe

W After Effects CS5.5 dodano narzędzie do stabilizacji obrazu, które wykorzystywało śledzenie punktów na obrazie do analizy wstrząsów. Wersja CS6 idzie dalej – oferuje pełne śledzenie ruchów kamery w przestrzeni trójwymiarowej. To oznacza, że możemy umieszczać grafikę i wideo w realnej przestrzeni filmowanej przez kamerę i że te obiekty będą się animować tak jakby były w tej przestrzeni. Efekt widziany na żywo jest niesamowity!

Kolejnym przełomem jest trójwymiar. Do tej pory grafika 3D w After Effects była symulowana, podobnie jak to jest w Illustratorze. W CS6 otrzymujemy środowisko trójwymiarowe z prawdziwego zdarzenia, z nowym silnikiem renderującym wykorzystującym ray tracing. To oznacza, że możemy już w banalnie prosty sposób wytłaczać obiekty trójwymiarowe z grafik i tekstów wektorowych tworzonych np. w Illustratorze. Ray tracing oznacza także realistyczne cienie i oświetlenie sceny.

To oczywiście nie wszystkie nowości w After Effects. Od zmiennych rozmyć masek, nowe efekty, po integrację projektów After Effects z projektami FinalCut i Avid, AE CS6 jest naprawdę niesamowitym kombajnem do tworzenia efektów wideo, a w dodatku szybszym niż jego poprzednia wersja.

Wymagania techniczne:

Mac: procesor wielordzeniowy, MacOS X, 4GB RAM (8GB zalecane), 4GB na dysku, dodatkowe 10GB dla cache, karta graficzna z OpenGL 2.0, QuickTime 7.6.6

Windows: procesor wielordzeniowy, Windows 7 64bit, 4GB RAM (8GB zalecanie), 3GB na dysku, dodatkowe 10GB dla cache, karta graficzna z OpenGL 2.0, QuickTime 7.6.6

Opublikowano Grafika, design, ilustracja, Wideo i animacja | Otagowano , , , , , , , | Skomentuj

Adobe Flash Pro CS6 – nowe funkcje i narzędzia

Jesteśmy kilka godzin po światowej premierze Adobe Creative Suite 6 i przyszedł czas na przyjrzenie się nowym funkcjom, narzędziom i zmianom jakie nas czekają w popularnych aplikacjach z numerkiem CS6. W tym artykule zobaczymy co nowego oferuje program do tworzenia animacji – Flash Professional. Jak działa i wygląda ten program miałem okazję zobaczyć podczas warsztatów Reviewers Workshop w Monachium przed niespełna miesiącem. Teraz opiszę wam co tam widziałem.

Pudełko do Flash Pro CS6

Pudełko do Flash Pro CS6

Podobno „Flash is dead”, choć w obliczu wersji CS6 nie jest to takie pewne. Twórcy i programiści z Adobe stopniowo rozszerzają możliwości tego programu, przez co nowy Flash Professional staje się narzędziem do tworzenia animacji w HTML5, Javascripcie i CSS3 na potrzeby internetu, gier i urządzeń mobilnych. Oczywiście natywne wsparcie dla formatu flashowego SWF pozostaje na swoim miejscu, ale nie jest już jedynym rozwiązaniem. Jest to też odpowiedź na blokadę flashowego pluginu w urządzeniach firmy Apple, a przecież w dzisiejszych czasach nie można sobie pozwolić na ignorowanie tak dużego rynku.

Tworzenie animacji w HTML5 bazuje na integracji z grupą javascriptowych bibliotek pod wspólną nazwą CreateJS. Dzięki temu możemy eksportować projekty flashowe do postaci przyjaznej dla przeglądarek internetowych, smartfonów i tabletów. Z tym toolkitem powiązana jest kolejna nowa funkcja: tworzenie sprite-sheet’ów, szczególnie przydatnych jeśli pracujemy nad animacjami. Spritesheet to poszczególne ramki animacji ułożone obok siebie w jednym pliku graficznym – wygląda to podobnie jak sprite w CSS. Funkcja ta została dodana do Flasha CS6, ponieważ jedynie przy pomocy spritesheetów można eksportować animacje flashowe do HTML5.

Spritesheet we Flashu Pro CS6

Spritesheet we Flashu Pro CS6, źródło: (c) Adobe

Adobe rozwija też we Flashu funkcjonalności umożliwiające tworzenie aplikacji na urządzenia przenośne. Jedną z takich funkcjonalności są natywne elementy interfejsów poszczególnych modeli smartfonów i tabletów, przez co nie musimy tych elementów tworzyć samemu. Te elementy można pobrać ze strony internetowej Adobe.

Powyższa funkcja jest przydatna przy automatycznym tworzeniu aplikacji AIR bezpośrednio z Flasha. Projekt flashowy może zatem teraz być wyeksportowany do postaci binarnej i odtworzony w jakimkolwiek urządzeniu z zainstalowanym AIR Runtime. Nowością jest też dodawanie zdarzeń w takich aplikacjach, które są wywoływane przez gesty na ekranach dotykowych. Potem można włączyć symulację takiej aplikacji i myszką testować zachowanie aplikacji  po wykonaniu odpowiedniego gestu.

Widać więc, że Flash, z zamkniętego środowiska do tworzenia interaktywnych stron internetowych, przekształca się w narzędzie do tworzenia animacji i aplikacji bazujących na otwartych technologiach (poza AIR’em oczywiście). Myślę, że jest to krok w dobrym kierunku, tym bardziej, że format flashowski SWF będzie coraz mocniej wypierany przez HTML5 i Javascript.

Wymagania techniczne

Mac: procesor wielordzeniowy, MacOS X, 2GB RAM (3GB zalecane), 4GB miejsca na dysku, Java Runtime Environment 1.6

Windows: procesor wielordzeniowy, Windows XP lub 7, 2GB RAM (3GB zalecane), 3.5GB miejsca na dysku, Java Runtime Environment 1.6

Opublikowano Grafika, design, ilustracja, Internet, Wideo i animacja | Otagowano , , , , , , , , , , | Skomentuj